Polaryzacja polskiego społeczeństwa jest na tyle duża, że coraz częściej rozmawiając na tematy zupełnie nie związane z bieżącą polityką, wyłącznie na podstawie idiolektu, jesteśmy w stanie określić preferencje polityczne i światopoglądowe rozmówcy. Pierwszym postem w wątku „Gdy lewicowa ideologia wejdzie tłumaczowi za mocno”, zamieszczonym na portalu wykop.pl, jest zdjęcie ekranu telewizyjnego z emitowanym filmem. Film najwidoczniej jest obcojęzyczny, ponieważ pod obrazem widnieje napis z polskim tłumaczeniem „Naukowczyni i żołnierka”. Tylko na podstawie tych dwóch słów widzowie zdołali określić preferencje polityczne tłumacza ścieżki dźwiękowej. Co więcej, jestem wręcz przekonana, że mieli rację. Tłumacz nie musiał wypowiadać się na temat swoich sympatii politycznych, nie musiał nawet niczego mówić „od siebie”, wystarczyło tłumaczenie dialogu filmowego z użyciem żeńskich form nomina agentis.
Pisząc o języku prawicy i lewicy należałoby jednak najpierw te pojęcia zdefiniować, gdyż nie są one oczywiste, a mianem „prawicy” zazwyczaj określa się w Polsce partię PiS, program której w dużym stopniu jest klasyczną socjalną propozycją, charakterystyczną dla partii lewicowych. Mówienie więc o języku „prawicy” i „lewicy” jest dużym uproszczeniem, ponieważ prawica w swoich programach jest często bardziej lewicowa od lewicy, która często odwołuje się do liberalizmu ekonomicznego. Coraz częściej więc, zamiast „język lewicowy” w pracach językoznawczych pojawia się określenie „język liberalny”, a zamiast „język prawicowy” – „język narodowo-konserwatywny/konserwatywny”. Językoznawca Jerzy Bralczyk w wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” (26.01.2018) wyróżnia trzy odmiany języka debaty politycznej „W Polsce walczy język konserwatywno- narodowy, trochę prawicowy, który odwołuje się do porównań religijnych. Bazuje na języku Kościoła, na języku romantyzmu i przeszłości – to jest ten podniosły i patetyczny język. Pojawiła się również odmiana liberalna, która chciała nas łączyć z Europą, ale jest dość obca naszemu duchowi. Posługująca się wartościami pozytywistycznymi. Pojawiła się także odmiana populistyczna. Te języki ze sobą w jakiś sposób walczą” [Bralczyk 2018]. W innym wywiadzie dla tej samej gazety (04.06.2016) J. Bralczyk tak określa tzw. język prawicowy: „Pierwszy to konserwatywno-narodowy język prawicy; bogoojczyźniany, oparty na wartościach romantycznych, bardzo mocno antagonizujący. Tworzy on wyraźną opozycję „my – oni” i odwołuje się do walki, mówi: jesteśmy depozytariuszami prawdy, a oni nie. To język patosu, wzniosłych polityków, ale zarazem rozemocjonowanych kiboli.” [Bralczyk 2016]. Natomiast język lewicy ten sam językoznawca w tekście dla tygodnika „Przegląd” (15.07.2013) określa w następujący sposób: „duża część polityków i partii, które uważają się za lewicowe, przyjęła – albo żeby odreagować dawne czasy, albo żeby się z kimś stowarzyszyć na nowo, albo żeby nie być odrzuconym – język liberalny. [...] Ten oświeceniowy, odwołujący się do rozumu język jest jednak często obcy ludziom. Część lewicy korzysta z języka populistycznego, głoszącego hasła obrony pokrzywdzonych przez system kapitalistyczny” [Bralczyk 2013].
Dla potrzeb niniejszego artykułu będę korzystała z uproszczeń „język prawicy” i „język lewicy”, wiążąc ten pierwszy z pojęciem narodowo-konserwatywny, a drugi z pojęciem liberalno-lewicowy. Zastanówmy się więc, czym te dwie odmiany języka polskiego różnią się między sobą. Poza zakresem moich zainteresowań zostanie tu kwestia tematów poruszanych przez obie strony, ponieważ zostało to już niejednokrotnie opisane [por. Kamińska-Szmaj 2017; Polkowska 2015] i wprost wynika z deklaracji politycznych i wartości światopoglądowych. Zostawiam więc z boku prawicową narrację Bóg – honor – ojczyzna – żołnierze wyklęci i lewicową LGBT – feminizm – wegetarianizm – klimat – rowerzyści – prawa pracownicze. Bardziej mnie interesuje kwestia wpływu wyboru politycznego na wybór form gramatycznych u poszczególnych użytkowników języka. Dokładniej mówiąc, po czym możemy poznać, że nasz rozmówca jest prawicowcem/narodowcem/ konserwatystą, czy lewicowcem/liberałem, jeżeli nie rozmawiamy z nim akurat na tematy polityczne?
Prawdopodobnie najłatwiejszym testem na lewicowość/prawicowość współczesnych użytkowników języka polskiego jest skłonność do używania wspomnianych na początku artykułu feminatywów dla nomina agentis. Świadczy o tym już fakt, że w plebiscycie na słowo roku 2019 słowo feminatyw zajęło zaszczytne trzecie miejsce (wyprzedziły je tylko LGBT i klimat). By to potwierdzić, wystarczy poczytać tak zwane opiniotwórcze periodyki, obejrzeć programy głównych stacji telewizyjnych, czy posłuchać audycji kilku stacji radiowych. Od razu zauważymy, że w jednych będziemy mieć konsekwentnie do czynienia z panią minister, panią psycholog, gościem programu, politykiem, chirurgiem, natomiast w drugich określeń tych nigdy nie usłyszymy. Zawsze będą to formy ministra, psycholożka, gościni, polityczka, chirurżka itd. W odróżnieniu od języka bułgarskiego, gdzie często w tej samej gazecie (a nawet w jednym tekście) pojawia się w odniesieniu do kobiety zarówno wyraz премиерка (tytuł: Премиерката на Cърбия ще става баща – Стaндарт, 04.02.2019), jak i премиер (pierwsze zdanie artykułu: Сръбският премиер Ана Бърнабич ще става баща. – Стaндарт, 04.02.2019), w języku polskim taka sytuacja jest absolutnie niemożliwa, ponieważ wybór jednej z tych form jest jednocześnie deklaracją polityczną. Feminatywa są coraz częściej obiektem analizy językowej [por. Handke 2008; Karwatowska, Szpyra-Kozłowska 2010; Łaziński 2006], a spory o nie są bardzo gorące i wyraźnie dzielą użytkowników języka na lewicowców i prawicowców. Ci pierwsi wychodzą z założenia, że język kształtuje rzeczywistość i paralelizm w formach rodzaju gramatycznego jest jednym ze sposobów walki o równouprawnienie kobiet. Podkreślają przy tym, że formy żeńskie były na porządku dziennym w II Rzeczpospolitej. Na forach internetowych można nawet spotkać się z określeniem, że używanie form męskich w odniesieniu do kobiet jest „doczepianiem kobietom gramatycznego penisa”. Osoby o poglądach prawicowo-konserwatywnych często zauważają nienaturalność feminatywów, trudność w wymowie (chirurżka), nacechowanie jako „niepoważne” ze względu na częste tworzenie za pomocą sufiksu -ka, który między innymi jest używany do tworzenia zdrobnień (filolożka) oraz na częstą defektywność derywacyjną ze względu na istnienie takich rzeczowników jak pilotka, czy kierownica. Walka o żeńskie końcówki dotarła nawet do Sejmu, gdzie w listopadzie 2019 roku grupa kobiet z partii lewicowych złożyła pismo, w którym panie domagały się, aby na drukach sejmowych i tabliczkach przy miejscach w sali plenarnej były “żeńskie końcówki”, tj. żeby zamiast “poseł” używano sformułowania “posłanka”. Uczestnicząca w akcji Joanna Senyszyn (SLD) podkreśliła, że “brak żeńskich końcówek dowodzi dyskryminacji kobiet”. Akcja zakończyła się sukcesem i teraz panie mają prawo same zadecydować, czy przy ich miejscu będzie tabliczka „poseł”, czy „posłanka”. Nie pozostało to jednak bez komentarza po stronie prawicowej, gdzie słychać było głosy, że może lepiej użyć formy poślica jako żeńskiego odpowiednika wyrazu poseł.
Na fali dyskusji o żeńskich końcówkach głos zabrała również Rada Języka Polskiego, która 25.11.2019 wydała oświadczenie próbujące poniekąd godzić obie strony. W oświadczeniu Rady można przeczytać, że „Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw. Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. pilotka jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot ‘osoba’ i pilot ‘urządzenie sterujące’. Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie chirurżka, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa zmarszczka, czy bezwzględny (5 spółgłosek). Nie powinna też przeszkadzać wieloznaczność przyrostka -ka jako żeńskiego z jednej strony, a z drugiej zdrabniającego, tworzącego nazwy czynności czy narzędzi, ponieważ polskie przyrostki są z zasady wielofunkcyjne. Dlatego zresztą nie dziwi szczególna popularność jedynego przyrostka wyłącznie żeńskiego -ini/-yni, np. naukowczyni czy gościni. Warto też zaznaczyć, że tworzenie nazw żeńskich przez zmianę końcówek fleksyjnych, np. (ta) ministra, (ta) doktora, (ta) dziekana nie jest dla polskiego systemu słowotwórczego typowe (wyrazy blondyna, szczęściara są wyraźnie potoczne), a lepsze od niego jest wykorzystywanie tradycyjnego modelu przyrostkowego, czyli tworzenie nazw typu doktorka – bez skojarzeń z potoczną nazwą lekarki.” Z drugiej jednak strony w oświadczeniu czytamy, że „Należy pamiętać, że wciąż dominujący dla większości rzeczowników tytularnych jest model pani doktor zrobiła, który jest także zrozumiały. [...] Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym, pamiętając, że obok nagłaśnianych ostatnio w mediach wezwań do tworzenia feminatywów istnieje opór przed ich stosowaniem. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie gościni czy profesorka, nawet jeśli ona sama wyartykułuje takie oczekiwanie. [...] Stosowanie feminatywów w wypowiedziach, na przykład przemienne powtarzanie rzeczowników żeńskich i męskich (Polki i Polacy) jest znakiem tego, że mówiący czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach. Nie ma jednak potrzeby używania konstrukcji typu Polki i Polacy, studenci i studentki w każdym tekście i zdaniu, ponieważ formy męskie mogą odnosić się do obu płci”.
Końcówki nomina agentis rodzaju żeńskiego są jednym z markerów prawicowości lub lewicowości, ale nie jest to jedyne odróżnienie językowe. Nietrudno zauważyć, że język prawicy nawiązuje do tradycji romantycznej, jest patetyczny i podniosły, natomiast język lewicy coraz częściej jest kojarzony z tak zwanym eurożargonem, jak mówi Bralczyk w cytowanym wywiadzie dla Rzeczpospolitej z dnia 09.06.2016 „to język politycznej poprawności, odwołujący się do wzorców oświeceniowych, do wiedzy, rozumu. Jest sterminologizowany, mamy tu wiele różnych norm, standardów, także scjentyficznych fraz trudnych do zrozumienia. Jego bazą jest po części nauka, prawo, urząd. Nawiasem mówiąc, do podobnej bazy pojęciowej nawiązywała czasami frazeologia socjalistyczna. W modelu stalinowskim też było trochę urzędu, trochę nauki.” [Bralczyk 2016]. Właśnie ta tendencja do tworzenia języka trochę przypominającego język nauki, a trochę urzędów państwowych, z domieszką obcych „modnych” słów i nomenklatury Unii Europejskiej, jest źródłem wszelkich karykatur językowych, wyśmiewających mowę osób o poglądach liberalno-lewicowych. Od kilku lat na Facebooku dużym zainteresowaniem cieszy się profil „Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków”, który ma ponad 58 tysięcy obserwujących. Profil prezentuje pastisze na informacje publikowane w mediach lewicowych i na ogólnie język osób o lewicowym światopoglądzie. Już sama nazwa profilu nawiązuje do określenia, a raczej samookreślenia się lewicowej części społeczeństwa, jako światłej (w odróżnieniu od prawicowej – zaściankowej), młodej (w kontrze do przestarzałej konserwatywnej) i wielkomiejskiej (w odróżnieniu od prowincjonalnej). Media liberalno-lewicowe od wielu lat po każdych (zwłaszcza przegranych) wyborach podkreślają, że partie lewicowe zwyciężają wśród wyborców młodych, wykształconych i z wielkich miast. Ciekawe jest to, że zabawę w posługiwanie się językiem lewicy podchwycili również miłośnicy profilu, dzięki czemu komentarze często są kontynuacją języka użytego w poście głównym.
Autorzy wspomnianego profilu bezbłędnie rozpoznali cechy języka lewicy i konsekwentnie korzystają z nich w swoich postach. Cechy te można podsumować w następujący sposób:
- rozpoczynanie każdego postu zwrotem Kochani;
- używanie prawie w każdym zdaniu spójników iż, jako iż, iżby, które mają podkreślić światłość i wykształcenie nadawcy: Kochani, jako iż próbujemy nadążać za modą.; Kochani, miło nam poinformować, iż odbiliśmy Senat z rąk pisowskich. Musimy też przyznać, iż do tej pory jakoś szczególnie nie interesowaliśmy się Senatem.; Parlament Europejski ma pozwolić na to, iżby nie zmieniać czasu z letniego na zimowy.; Tymczasem właśnie się dowiedzieliśmy, iż Senat jest izbą zadumy i refleksji. Nam to odpowiada, iż lubimy zadumę i refleksję, zwłaszcza nad czymś, czego nie rozumiemy .; Niestety jako iż Amazonia leży trochę za daleko od naszego korpo, nie mogliśmy sami polecieć.; Kochani, jedna z hollywoodzkich aktorek publicznie przeprosiła za to, iż urodziła się biała. Jej zdaniem kolor jej skóry sprawił, iż znajdowała się w uprzywilejowanej pozycji i to ją zniesmacza.;
- świadoma rezygnacja z rzeczownika Polska i zastąpienie go połączeniem ten kraj lub neologizmem tenkraj, powstałym wskutek zrośnięcia członów wspomnianego połączenia. Zabieg ten sprytnie pokazuje bardzo popularną w polskim dyskursie społecznym tendencję do narzekań typu W tym kraju zawsze tak jest; w tym kraju inaczej być nie może itd.: Czy Szwedzi nadal powinni czuć się obowiązani do zachowywania jakiejkolwiek solidarności z tym krajem?; Odbywają się tam mistrzostwa świata w koszykówce mężczyzn, w których występuje reprezentacja tego kraju i pokonuje kolejnych przeciwników.; Może powinniśmy napisać jakiś ładny donos... tzn. rezolucję potępiająca obecność reprezentacji tegokraju w imprezie o europejskim znaczeniu, dla prawdziwych Europejczyków?; Kochani, tenkraj nie jest przyjazny dla osób wegepozytywnych i na każdy możliwy sposób próbuje nam utrudnić życie.;
- rezygnacja z rzeczowników kobieta i mężczyzna i zastąpienie ich określeniami waginoosoba/osoba waginopozywtywna i fallusoosoba/osobnik fallusododatni, co oczywiście ma nawiązywać do genderowej umowności płci biologicznej: Kochani, wciąż trwa dyskusja na temat nierówności płac waginoosób i fallusoosób w świecie piłki nożnej.; To kolejny obszar polityki, do którego nie dopuszcza się waginoosób.; Otósh zauważcie, iż każdy najważniejszy port lotniczy w Polsce nosi imię fallusoosoby.; My też codziennie myślimy sobie o tych wszystkich niezręcznościach, jakie powoduje fakt, iż jesteśmy białymi, heteronormatywnymi osobnikami fallusododatnimi.; W państwie, które sankcjonuje piekło kobiet, wciąż 21 marca wrzuca się do rzeki kukłę imitującą osobę wagino pozytywną.;
- rezygnacja z personaliów i określeń narodowości, a nawet określeń zwierząt na rzecz neologizmów, czyli zrostów typu osoboduda, osoboprezydent, osobomarszałek, osobokrowa: Kochani, przyjrzeliśmy się ostatniej dyskusji na temat osobomarszałka seniora, który otworzy nowe obrady Sejmu.; Kochani, osoboprezydent Fracji Macron skrytykował ten kraj (tzn. Polskę), za to, iż blokuje działania na rzecz powstrzymania globalnego ocieplenia i ratowania klimatu.; Kochani, słyszeliście już pewnie o pobiciu judeoosoby w Warszawie; Otósh nic dziwnego, że Krul Europy nie chce kandydować na stanowisko skompromitowane przez osobodudę.; Kochani, dotarły do nas wieści, iż Kaczafi obiecał 500+ na każdą osobokrowę.;
- zastąpienie wyrazów oznaczających rasę eufemizmami: Na szczęście zachodnioeuropejskie społeczeństwo czuwa i zauważyło, iż w serialu “Czarnobyl”, o którym niedawno Wam pisaliśmy, brakuje osób pigmentalnie uposażonych.; Została tą osobą waginopozytywna i uposażona pigmentalnie lesbijka, która mówi z dumą o swoim pochodzeniu etnicznym i preferencjach.;
- rezygnacja z polskich dwuznaków oraz diakrytów i zastąpienie ich dwuznakami angielskimi, np. otósh, fashysm: Fashysm przeszedł; Otósh mieliśmy ochotę na puree z batata; Otósh w tymkraju ponad połowa osób mieszka w domach jednorodzinnych wolnostojących.; Otósh słusznie, iż nie epatowano czytelnika takim szczegółem.; Przeciesh w naszym kolektywie albo wśród znajomych kolektywu nie było nikogo, kto by głosował na PiS.
- maksymalne użycie w postach feminatywów: Z kolei piłkarzynie grają po to, iżby wykrzyczeć światu nierówności wynikające z patriarchatu. Ośmieszeniem tendencji do feminizacji jest podawanie w postach dwóch rodzajów gramatycznych nawet w odniesieniu do rzeczowników nieżywotnych: Po pierwsze – “winter” stygmatyzuje obecną porę/pora roku jako Zimę/Zima podczas gdy w dobie globalnego ocieplenia i zmian klimatu Zima/Zim mogą czuć się transsezonowi i mieć poczucie płynnej tożsamości.; Kochani, pragnę zauważyć, że pisanie Zima/ Zim jest strasznie prałackie, gdyż sugeruje binarność płciową. Proszę, stosujcie Zima_Zim, gdyż znak _ daje przestrzeń, tak bardzo potrzebną wykluczonym;
- tworzenie neologizmów drogą dodawania angielskich formantów, np. Grobbing ‘obchodzenia dnia Wszystkich Świętych’: Najpierw w ramach grobbingu z okazji Niektórych Świeckich (nasza propozycja neutralnej światopoglądowo nazwy) odpalili miliony zniczy.; No i jak tam, odbyliście tradycyjny coroczny grobbing połączony z paleniem zniczy, które odpowiadają według europejskich naukowców za 154% rocznej światowej emisji dwutlenku węgla?;
- używanie jak największej ilości anglicyzmów i tzw. korporacjonizmów: operacja D-Day to był taki spory event podczas II wojny światowej; Kochani, w ostatnim czasie dużo mówi się w tymkraju o antysemickich eventach, które polegają na znęcaniu się na różne sposoby nad kukłą przedstawiającą osobojudasza.; Kochani, skoro już opowiadamy o tym, co słychać w naszym korpo życiu.; Otósh młody nakazał, aby w komunikacji mailowej i słownej nie stosować ASAP a “natychmiast”, nie FYI a “żebyś wiedział” i że nie chce słyszeć o żadnych deadline’ach i od dzisiaj mamy mówić: “termin”. Z kolei targety nam przemianował na “cele” a “support” na wsparcie. Siedzimy więc teraz i wkuwamy te obco brzmiące dla nas wyrażenia.
Różnicę między wyborem politycznym a wyborem językowym czasami można zauważyć nawet w terminologii badań lingwistycznych. Nie raz już spotkałam się z określeniem, że prawica ma język, a lewica ma dyskurs. Potwierdza to cytat z Gazety Wyborczej z 22.09.2008 roku: „Przeciwwagą dla pachnącego naftaliną języka bogoojczyźnianej prawicy miał być inteligencki dyskurs środowiska “Krytyki Politycznej””. Z tego cytatu dowiadujemy się, że liberalny wyborca postrzega język prawicy jako archaiczny, przestarzały, w odróżnieniu od oświeconego dyskursu lewicy. Prawicowa, bogoojczyźniana odmiana polszczyzny jest jednak tak ogólna i literacka, że nie daje możliwości takiej zabawy językowej, na jaką może sobie pozwolić szeroko pojęta prawica, naśladująca język liberalno-lewicowy. Pozostaje jednak jeszcze jeden aspekt. Wyborca konserwatywny w oczach liberalnego przedstawiciela społeczeństwa jawi się nie tylko jako staroświecki korwinoid lub pisuar (zwolennik prawicowego polityka J. Korwina Mikkego lub wyborca PiS), ale również jako osoba zacofana, niewykształcona, przywiązana do tradycyjnych wartości i kościoła katolickiego. Jest to człowiek decydujący się na rodzenie kolejnych dzieci wyłącznie z powodu możliwości wzbogacenia się na świadczeniu 500+ (comiesięcznym dodatku finansowym na każde dziecko poniżej 18 roku życia), a braki w wykształceniu powodują, że nie szczepi on dzieci i leczy je tradycyjnymi metodami, zaczerpniętym z forów internetowych. Klasycznym przykładem są tu tzw. madki (pisane przez d). Językoznawcy Tomasz Dec i Maciej Czeszewski z Językowego Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego „madkę” definiują jako: „wykorzystującą fakt posiadania dzieci do roszczeń socjalnych i prób podniesienia statusu społecznego; często odznaczająca się prowincjonalnością, brakiem kultury osobistej i aktywnym uczestnictwem na forach internetowych” [cyt. za Tracewicz 2019]. Stereotypowa madka jest roszczeniowa, ma na imię Karyna, a jej dzieci nazywają się Dżesika i Brajan. Nie zna ona zasad ortografii, mówi i pisze z błędami, jest infantylna (również w wyborach językowych) i głosuje na PiS. Nierzadko w komentarzach pod tekstami o zwycięstwie partii prawicowych możemy się spotkać z opiniami typu „głosowały głównie Madki typu Karyna z pińcet plus, antyszczepionkowcy przed śmiercią i emeryci po trzynastce” (https://limanowa.in/index.php/aktualnosci/ponad-78-wyborcow-w-powiecie-zaglosowalo-na-pis/45280). Co jest więc zdaniem lewicowego wyborcy językowym wyznacznikiem roszczeniowych matek, głosujących na partie narodowo-konserwatywne? Tu również możemy na podstawie analizy profili w mediach społecznościowych (Madka Polka, Madka Polka Socjalna, Madka Polka Superstar) określić kilka markerów stricte językowych:
- Imiona: Janusz i Grażyna (ewentualnie Halina, pisane jako Halyna), którzy mają syna Sebę/Sebixa, Karina (pisane jako Karyna), Dzesika, Brajan. Przy czym Janusz i Grażyna są przedstawicielami starszego pokolenia i cechuje ich zacofanie i zaściankowość. Chcą oni jednak uchodzić za postępowych i swoim dzieciom nadają imiona tzw. „światowe”;
- infantylizacja językowa, używanie rzeczowników tateł, pieseł, koteł zamiast tata, pies, kot, określanie dziecka eufemizmem brzdąc (pisane jako bżdonc) i bąbelek (pisane jako bombelek);
- wręcz karykaturalna nieznajomość zasad ortografii. Stereotypowa madka próbuje wyłudzić kolejne piniondze na horom curke i czeka na pińcet plus. Należy tu zaznaczyć, że o ile niezgodność z zasadami ortografii na profilu Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków zawsze wynika ze świadomego łamania zasad języka ojczystego, żeby uchodzić za osobę bardziej światłą i europejską, to w przypadku madek błędy ortograficzne nie są świadomymi zabiegami, tylko wynikają z braków w wykształceniu.
Elektorat prawicowy w oczach lewicowców to nie tylko matki, żerujące na ciężko pracującym bezdzietnym społeczeństwie, ale także narodowcy, nazywani przez oponentów faszystami, którzy swoim językiem demonstrują pogardę do szeroko pojętej poprawności politycznej w życiu publicznym, co wywołuje oburzenie po drugie stronie sceny politycznej. Powstają więc profile typu Prawicowe poczucie hómoru (oczywiście z błędem ortograficznym, żeby pokazać braki w wykształceniu oponentów), gdzie liberalni uczestnicy umieszczają najbardziej ich zdaniem oburzające żarty przeciwników. Analiza tych tekstów pokazuje, że żartujący prawicowcy przede wszystkim nie stronią od żartów homofobicznych i seksistowskich, nie unikają pejoratywnych określeń typu pedał, często odwołują się do takich pojęć, jak tradycyjna rodzina, polskie (a nawet arcypolskie) wartości, nazywając przy tym przeciwników totalną opozycją i, oczywiście, żartują z feminatywów.
Podsumowując całość rozważeń możemy stwierdzić, że coraz częściej poznając nową osobę i rozmawiając z nią na tematy neutralne politycznie, jesteśmy w stanie określić z dużą dozą prawdopodobieństwa jej poglądy polityczne i wartości światopoglądowe wyłącznie na podstawie dokonanych wyborów gramatycznych oraz leksykalnych. Czasami wystarcza też analiza kartki z życzeniami świątecznymi. Wyborca konserwatywny częściej złoży nam życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia lub Zmartwychwstania Pańskiego, zaś zwolennik polityki liberalno- lewicowej najczęściej ograniczy się do ogólnikowego Wesołych Świąt! lub pójdzie o krok dalej i złoży nam życzenia z okazji świąt wiosennych, świąt zimowych, a nawet świąt sezonowych.
BIBLIOGRAFIA
Bralczyk J. 2013: Język nie znosi fałszu – rozmowa z prof. Jerzym Bralczykiem, https://www.tygodnikprzeglad.pl/jezyk-nie-znosi-falszu-rozmowa-prof-jerzym-bralczykiem/ (stan na 07.01.2020)
Bralczyk J. 2016: „W Polsce jest potrzeba silnej ręki” – wywiad z Jerzym Bralczykiem, https://ksiazki.wp.pl/w-polsce-jest-potrzeba-silnej-reki-wywiad-z-jerzym-bralczykiem-6145960120526465a (stan na 07.01.2020)
Bralczyk J. 2018: Odpowiedzialnym za słowo trzeba być, https://www.rp.pl/Kraj/301269945-Jerzy-Bralczyk-Odpowiedzialnym-za-slowo-trzeba-byc.html (stan na 07.01.2020)
Handke K. 2008: Językowe wyznaczniki płci. Socjologia języka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN
Kamińska-Szmaj I. 2017, Język polskiej lewicy, Wrocław: Wydawnictwo Uwr
Karwatowska M., Szpyra-Kozłowska J. 2010: Lingwistyka płci. Ona i on w języku polskim, Lublin: Wydawnictwo UMCS.
Łaziński M. 2006: O panach i paniach. Polskie rzeczowniki tytularne i ich asymetria rodzajowo-płciowa, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Polkowska L. 2015, Język prawicy, Warszawa: Wydawnictwo USKW
Tracewicz J. 2019, Roszczeniowe matki, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1932996,1,roszczeniowe-matki.read (stan na 07.01.2020)